Zacznę od tego, że post ten to mój absolutny debiut. Od kilku lat podczytuje różne blogi, mam tez swoje ulubione. Jako wielka fanka kosmetyków i wszelkiego rodzaju produktów "urodowych", które umilają kobiecie życie postanowiłam podzielić się z swoimi opiniami na ich temat.
Pierwszy post na blogu będzie dotyczył mojego ostatniego nabytku zapachowego- perfum Agent Provocateur L' Agent.
Zapach ten kupiłam zupełnie przypadkiem, w ciemno. Znając swój gust zapachowy, czytając wiele pozytywnych opinii byłam niemal pewna, ze zapach mi się spodoba.Niska cena w mojej ulubionej perfumerii internetowej spowodowała, ze skusiłam się na zakup.
"Agent Provocateur to kontrowersyjna brytyjska marka, która skupia się przede wszystkim na sprzedaży bielizny.
Oprócz bielizny zaczęły pokazywać się na rynku również książki, perfumy i biżuteria tej marki. Pierwsze perfumy pojawiły się w 2000 roku. Agent Provocateur to serie zapachów prowokujących, przyciągających i uwalniających zmysły a także lekkie, delikatne wersje."
L'Agent to orientalno - kwiatowe perfumy dla kobiet. Perfumy zostały wydane w 2011 roku. Twórcą kompozycji zapachowej jest Christian Provenzano.
Nutami głowy są ylang-ylang, dzięgiel, różowy pieprz, dzięgiel i drzewo różane; nutami serca są osmantus, jaśmin, geranium, tuberoza i róża majowa; nutami bazy są piżmo, francuskie labdanum, drzewo sandałowe, paczula, ambra, kadzidło i mirra.
Jestem posiadaczką testera o pojemności 50 ml. Butelka ładna, masywna o pięknym kolorze perłowego różu, dól butelki w kolorze szarym. Jak już napisała jedna z blogerek, kształtem przypomina nieodbezpieczony granat. Perfumy nie mają korka, tylko zabezpieczenie w postaci zawieszki z czarnej skóry.
Jeśli chodzi zaś o sam zapach to niestety mam mieszane uczucia. Nie do końca są to moje "klimaty". Po pierwszym użyciu zapach mnie odrzucił. Pomyślałam, "a fuj co to za babciny zapach". Dokładnie tak, skojarzył mi się z moją babcią, musiała mieć swego czasu jakiś odpowiednik tych perfum, bo pamiętam, ze zapach był wszędzie, wręcz przytłaczał. Tak samo odebrali go moi najbliżsi, wykrzywiając nos.
Perfumy są mocne, ciężkie. Czuć w nich dymne kadzidło, mirrę. Kwiaty odchodzą gdzieś na dalszy plan (głownie róża i jaśmin), wyczuwane są dopiero po kilku godzinach od aplikacji. Początek intensywny,ostry, słodki i nie co gorzki. I określenie, które według mnie świetnie tu pasuje to- duszny. Trzeba używać z umiarem bo możne przyprawić o ból głowy zarówno posiadaczkę tych perfum jak i otoczenie. Po kilku godzinach zapach łagodnieje, jest już znacznie słodszy, delikatniejszy - i to podoba mi się w nim najbardziej.
Zapach niesamowicie trwały, wyczuwalny na skórze jeszcze na drugi dzień a na ubraniach do następnego prania.
Perfumy przypisałabym raczej do kobiet dojrzałych, i na sezon jesienno-zimowy. A jeśli ciepłą porą roku to tylko na wieczór i to w minimalnych ilościach. Absolutnie nie pasuje do pastelowej sukienki w kwiaty lub sportowych butów. Kojarzy mi sie z kobietą świadomą swojego sexapilu, nieco wulgarną, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie- mroczną, demoniczną i uwodzicielską.
Zapach nie dla każdego. Nie do końca się polubiliśmy. Są dni, kiedy używanie ich sprawia mi radość, innego dnia mam od nich migrenę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz